Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
18 postów 44 komentarze

Bez oficera prowadzącego

Robert Wasilewski - Niedoszły dziennikarz - były pilot wycieczek. Podróżnik. Zainteresowania: polityka, ekonomia, historia i okazjonalnie sport na poziomie lokalnym. Pasjonatów podróżowania zapraszam na swoją stronę: www.liberwig.republika.pl

List otwarty do Rafała Ziemkiewicza

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Ponieważ na wielu spotkaniach wyrażał pan nadzieję, że z pytaniami zwróci się ktoś, kto się z panem nie zgadza, to korzystając z tego, że mamy wspólnych znajomych, pozwolę sobie zadać sześć pytań.

Zanim przystąpię ad rem, wyjaśniam przy okazji, że list poniższy przekazałem adresatowi niemalże do rąk własnych, niestety nie raczył odpowiedzieć nawet zdaniem (ani w liście prywatnym, ani poprzez publikację pro publico) - co uważam za elementarny brak kultury – ale już mniejsza o to. Ponieważ w dodatku dalej bezrefleksyjnie wygaduje te same bzdury, pozwalam sobie opublikować ów list.

Na początek, dwa proste pytania retoryczne - czy dobry nauczyciel może wychować kiepskiego ucznia? Może, ale musiałby trafić na wyjątkowego durnia, albo bardzo się postarać. Załóżmy jednak, że na starcie, inteligencja ucznia mieściła się w granicach normy. Czy dobry nauczyciel, po zakończeniu procesu formowania umysłu ucznia, powinien porywać się na wciskanie mu kitu?

Wychowałem się na pana felietonach. Podobnie jak na tekstach Janusza Korwin – Mikke i Stanisława Michalkiewicza. Byliście tą trójką, od której zaczynałem lekturę „Najwyższego Czasu” – pisma, które nauczyło mnie podstaw wiedzy o polityce, ekonomii, historii najnowszej i jeszcze kilku innych pokrewnych tematach. Podstaw, bo reszty uczyłem się już sam, ze wskazywanych przez was lektur – dziesiątek, jeżeli nie setek. Wiedza, plus zdolność logicznej analizy (bez orwellowskiego zatrzymywania procesu myślowego, jeżeli czujemy, że może nas on doprowadzić do niepokojących i burzących nasze wyobrażenia wniosków) – to wkład waszej trójki, w formowanie tysięcy młodych umysłów – w tym i mojego.

Jestem w stanie zrozumieć, że po rozmaitych traumatycznych przeżyciach związanych z pełnieniem funkcji rzecznika prasowego Korwina-Mikke, oraz innych nieporozumieniach (już bez wnikania w ich genezę i ciężar gatunkowy) z jego środowiskiem, mógł pan trochę „wygładzić” swoje poglądy – na tyle, by starać się o akceptację środowisk tzw. głównego nurtu naszego, pożal się Boże, dziennikarstwa. Ale, czy wyemancypowanie się ze środowiska skrajnych „oszołomów”, nie doprowadziło pana do sytuacji, w której zaczyna pan traktować swoich uczniów, jak wychowanków Adama Michnika lub Janiny Paradowskiej?

Już od pewnego czasu nie kupuję gazet, trudno było mi więc śledzić pana publicystykę. Jestem za to namiętnym słuchaczem materiałów publikowanych na youtubie – o ile mi czas pozwala –  musiałem się zatem w końcu natknąć na relacje z pańskich spotkań autorskich, z okazji promocji kolejnych książek. I tutaj usłyszałem rzeczy, których nie spodziewałbym się usłyszeć z ust kogoś, kto przez kilkanaście lat uczył mnie wyłapywania konkretów z oceanu pustej paplaniny, i ich logicznej analizy.

Ponieważ kwestie, które chciałbym skomentować, dotyczą tez wygłoszonych przez pana na wielu różnych prelekcjach (stąd też spory rozrzut tematyczny), nie będę więc sięgał po dosłowne cytaty – zakładam, że dużo nie przekręcę – ograniczając się do wyciągnięcia samego ekstraktu.

Zatem – ad rem:

 

1. Wielokrotnie poruszał pan sprawę negatywnego wpływu Korwina na wyniki wyborcze UPR. Demokracja dobra, tylko Korwin oszołom i zawsze palnie jakąś ciemnotę, która odepchnie od niego rozsądnych, wykształconych, inteligentnych i światłych wyborców. Taka wizja przeciętnego wyborcy, to przecież kwintesencja teorii demokracji, która przecież jest Dobrym Mzimu, wyznawanym również przez pana. To twierdzenie o negatywnym wpływie Korwina, słyszałem z wielu różnych ust, już od kilkunastu lat zresztą. I przyznaję, że w pierwszych latach tej teorii, byłem skłonny przyznać jej jakiś procent racji. Do momentu, kiedy prezesem UPR został Stanisław Wojtera. Młody, przystojny i dobrze ułożony – niczym amant z latynoskiej telenoweli.

Biorąc pod uwagę oglądalność owych, popularność UPR powinna wystrzelić, niczym korek od szampana – tymczasem partia nie tylko otrzymała najgorszy w historii wynik wyborczy, ale i znikła nawet z sondaży. Mało tego, o mało nie znikła dosłownie, bo owo nowe kierownictwo nie potrafiło nawet zapłacić rachunków za prąd, telefon i wynajem lokalu. Po Wojterze byli jeszcze inni, co to też – lecąc „Misiem” -  „nie chcieli być kontrowersyjni”. Skutek był niewiele lepszy – kolejne sromotne porażki wyborcze i wyniki gorsze od tych, które partia uzyskiwała za prezesury Korwina.

Więc jak, fakty przeczą teorii – tym gorzej dla faktów? A tak w ogóle – jak to jest z tą demokracją? Dobra, czy niedobra? Jaki procent populacji posiada odpowiednie kwalifikacje umysłowe (wiedza) i osobowościowe (nonkonformizm i zdolność logicznej analizy, wbrew rozmaitym naciskom), by odpowiedzialnie wybierać ludzi do władzy? Bo z moich obserwacji wynika, że ponad połowa ludzi z tzw. wyższym wykształceniem, nie odróżnia deflacji, od defloracji, a mając najmniejsze przeczucie, że wygłoszone przez nich opinie pójdą w poprzek opinii znajomych, gotowi będą wyprzeć się nawet własnego nazwiska.

To jak z tą demokracją?

2. Zarzucał pan „prawicy”, że nie zdawała sobie sprawy z tego, iż ma do czynienia ze zdegenerowanymi masami postkolonialnymi i wierząc w „teorię zamrażarki”, koncentrowała się głównie, na wyrywaniu sobie biało-czerwonego sztandaru, zamiast prowadzić z tym przypadkowym społeczeństwem edukacyjną pracę u podstaw.

Trzeba byłoby najpierw sprecyzować pojęcie „prawicy” – pana klasyfikacja, że prawicą są wszyscy, kwestionujący elity pookrągłostołowe, jest błędna. Tacy, np. Ikonowicz lub Bugaj, też kwestionują legitymizację tychże „elit” – azaliż są oni prawicą?

Trzeba byłoby jeszcze sprawdzić, czy ktoś jednak nie prowadził tej żmudnej pracy u podstaw. Może z niewielkim skutkiem, bo przy niewielkim nakładzie ubogich środków, prawie chałupniczo – ale zawsze. Więc, czy ktoś to robił? Ależ tak – taki np. UPR Korwina. I pan również. Przecież to była jedyna partia, której członkowie i sympatycy wnieśli do debaty publicznej merytoryczne, konkretne pojęcia – sprawę podatków, zasad funkcjonowania państwa, konsekwencje stosowania określonych doktryn prawno – ustrojowych.

Co w tym czasie robił, taki np. PiS – biorąc poprawkę, że działa już od 1989 roku, tylko co kilka lat zmieniał nazwę? Na co wydawał miliony z naszych podatków? Na drukowanie, reklamowanie, kolportowanie wartościowych książek edukujących wyborców, by przemienić głupie masy w świadomych obywateli? Nie. Za pieniądze z naszych podatków, tapetowali tylko całe miasta swoimi mordami i rozbudowywali bizantyjskie struktury partyjne, których jedynym celem była tylko bieżąca wyborcza propaganda. Czy gdyby nie Korwin i s-ka (w tym również pan), przeciętny człowiek wiedziałby, kim był von Hayek, von Mises, co to jest krzywa Laffera – lub znał nawet proste banały, że państwo nie może dać podatnikowi więcej, niż zabiera? Czy tych rzeczy dowiedzieliśmy się od Kaczyńskiego lub innych tytanów intelektu z jego otoczenia?

Więc może jednak pańska teza nie jest prawdziwa, i nie cała prawica wyżywała się tylko w wyrywaniu sobie i rozdzieraniu na sztuki (za grube miliony) owego patriotycznego sztandaru? Byli tacy, którzy jednak coś pożytecznego robili – wyśmiewani, wykpiwani i w końcu skazani na przemilczenie. Nawet przez pana, jak widać.

 

 

3. Wiele razy podnosił pan kwestię konieczności budowy możliwie najszerszej koalicji prawicowej, powołując się na przykład Orbana. Najtwardszym jądrem tego możliwie najszerszego ruchu (nawet bez względu na jego zróżnicowanie), powinno być – w domyśle – PiS. Tak to właśnie powinno, według pana, wyglądać. Kiedy partia zamyka się na inne środowiska, to nie ma szans na sukces – wybory zawsze wygrywały partie, które potrafiły obudować się możliwie największą liczbą wspierających je środowisk i organizacji.

Jako że nie jestem zwolennikiem, ani wyborcą PiS, nie angażuję się specjalnie w tego typu analizy – poza ćwiczeniem umysłu. I tu się właśnie pojawia problem, ponieważ lansując taką tezę, jednocześnie wielokrotnie krytykował pan rozmaite „twarzyczki” („Kluzice”, Kaczmarków, Kornatowskich, etc.), które później rozsadzały partię od środka i swoimi wyczynami ośmieszały PiS na oczach całej Polski. A przecież jest jeszcze w kolejce Ziobro i inni secesjoniści. Wniosek jest więc oczywisty – tworzenie jak największej zbieraniny (w kupie siła!), byle tylko przeważyć wyborczą szalę, zawsze musi skończyć się spektakularnym mordobiciem między kilkoma kandydatami na wodza – to tylko naturalne zjawisko wynikające z ludzkiej natury, a gdzie jeszcze działania rozmaitych „kretów”?

Wystarczająco trudno jest znaleźć tę JEDNĄ osobę, by z nią spędzić w zgodzie całe życie (niektórych, nawet to zadanie przerasta – nie jest to wcale złośliwa uwaga pod pana adresem, tylko zwrócenie uwagi na ogólne zjawisko – ja też jestem żonaty i też nie wiem, co mnie spotka), a pan sobie beztrosko postuluje, aby się ot tak, po prostu skrzyknąć na ulicy i potem stworzyć wzorowe małżeństwo – z perspektywą podziału niezbyt wielkiego wiana, między tylu chętnych. Gdzie tam wzorowe – przynajmniej nie patologiczne. Powodzenia!

Owszem, pana analiza jest trafna, ale tylko w jednym aspekcie – partii, która otoczy się wianuszkiem rozmaitych zorganizowanych środowisk, łatwiej jest wygrać wybory dlatego, że owe otaczające ją środowiska dysponują rozwiniętym aparatem logistycznym, który pozwala dyscyplinować dużą liczbę swoich działaczy (wyborców) – głosy! Nigdy jednak nie dzieje się to za darmo – oprócz późniejszego koniecznego rozdawnictwa stanowisk dla tej hordy działaczy, trzeba spełniać także ich partykularne interesy środowiskowe. Czy to o to jednak chodzi? Ano właśnie.

 

4. Podobnym absurdem, jest pana powoływanie się na wzorcową demokrację amerykańską. Czasami odnoszę wrażenie, że pański zachwyt dla owej, przypomina tę murzyńską fascynację grzebaniem w śmieciach produkowanych przez białego człowieka, co stanowi clou teorii państwa postkolonialnego.

Nie rozwodząc się już nad sprawą pana zaangażowania w przekonywanie rodaków do poparcia integracji z Unią – co na szczęście już panu powoli przechodzi – nietrudno zauważyć, że w stosunku do wzorców amerykańskich, zachowuje się pan dokładnie tak samo, jak michnikowszczyzna z przyległościami, w stosunku do „białego człowieka” z „europy”.

Owszem, cała istota ludzkiego doskonalenia polega na naśladowaniu dobrych wzorców, które podpatrujemy u innych, ale nie może to przekraczać owej cienkiej granicy, po której mamy już do czynienia właśnie z patologią.

A skąd wiem, że właśnie zaczął pan tę granicę przekraczać?

Wskazuje mi to już sam zachwyt dla demokracji, jako takiej – a w wydaniu amerykańskim, w szczególności. Wiele razy opowiadał pan z zachwytem, jak to Amerykanie chętnie się organizują, zakładają rozmaite stowarzyszenia nastawione na osiąganie wspólnotowych celów – no i w ogóle, brakuje im już chyba tylko cotygodniowych czynów społecznych. I co z tego wynika? Po raz kolejny, wybrali sobie na prezydenta idiotę, który właśnie zarzuca na nich olbrzymią niewolniczą sieć.

Można śmiało powiedzieć, że już od kilkudziesięciu lat, każdy kolejny prezydent jest głupszy i bardziej nikczemny, od poprzedniego. Obama, to przecież taki odpowiednik naszego Magistra. Może tym się różni na plus, że przynajmniej jest zaszyty. I wybierają go waśnie owi wzorowi amerykańscy obywatele – co to tak się organizują, są świadomi, itd.

Lubi się pan posługiwać tamtejszym żartem, że Ameryka jest krajem tak doskonale zorganizowanym, że wytrzyma nawet najgłupszego prezydenta, ale ten bon mot – choć efektowny w swojej zabawności – jest całkowicie fałszywy. To tak, jak stwierdzenie Hrabiego de WSI, że polscy piloci polecą nawet na drzwiach od stodoły – niby zabawne, ale przecież absurdalne.

I dzisiejsza sytuacja USA dowodzi tego całkowicie – najbardziej zadłużony kraj świata, w którym odsetek obywateli żyjących z pomocy społecznej (nawet w postaci paczek żywnościowych od rozmaitych organizacji publicznych), jest większy, niż w Polsce. I nie są to bynajmniej jakieś patologiczne rodziny imigranckie.

Cała potęga USA opiera się na rabunkowej eksploatacji bogactwa zgromadzonego przez pierwsze dwa i pół stulecia. Rozpędem jeszcze jakoś to idzie - w piwnicach i na strychu, jest jeszcze sporo sreber, które można zastawić u żyda, ale trend jest bezdyskusyjny, a nawet najgłębsza sakiewka ma swoje dno. Najdalej za 20 lat, osiągną poziom takiego samego dziadostwa, jak my. Owszem, zawsze będzie kasta najbogatszych i najlepiej ustawionych, których blask będzie olśniewał naiwniaków, ale przeciętny Amerykanin będzie się borykał z takimi samymi absurdami jak my – pracował na dwóch zmianach, żeby tylko nie stracić domu, patrzył kwadratowymi oczami na rozrastającą się kastę mandarynów, przyssanych do publicznych funduszy, a każdy wyrok sądu, będzie uważał za jawny gwałt. Zresztą to już się dzieje – polecam choćby film (na Youtube) – „Ameryka - od wolności, do faszyzmu. Reżyser – Aaron Russo – dokumentuje niewiarygodne i szokujące sceny bezprawia uprawianego przez władze stanowe i federalne. Wszystko w majestacie prawa – przypieczętowane gwiaździstym sztandarem.

Owszem, może ktoś powiedzieć, że w każdym, nawet najlepiej rządzonym państwie mogą się zdarzyć rozmaite patologie, ale cechą właśnie takich dobrze rządzonych państw jest to, że są one natychmiast naprawiane i eliminowane, zaś winni surowo karani. Tymczasem, owi pokazywani przez Russo bandyci na państwowych urzędach, są równie bezkarni, jak Palikot, który w zeznaniu podatkowym zapomniał o posiadanym samolocie. Miał kilka w kieszeni i jeden mu się zawieruszył. W USA mamy za to sędziego, który skazuje na długoletnie więzienie niewinnego człowieka, wprowadzając nowatorskie podejście do procedur karnych - nie interesuje mnie prawo (rozumiane jako zbiór czynów podlegających karze) zapisane w kodeksach, i na tej sali sądowej, prawo będzie takie, jakie ja wam ogłoszę. Można? Można. I nie był to bynajmniej przypadek pojedynczy. Czy sędzia ten poniósł jakąkolwiek karę? A może ktoś przynajmniej zapakował go w kaftan i odstawił do czubków? Nie – mimo nagłośnienia całej sprawy (oczywiście, tylko w mediach lokalnych, bo ogólnokrajowe niczym nie różnią się od naszego TVN-u i Wyborczej, czyli takimi oszołomstwami się nie zajmują) sędzia ten działał dalej i robił karierę, a niewinny człowiek siedzi.

Chce mnie pan jeszcze oczarować jakimiś koralikami „białego człowieka” zza oceanu?

 

5. Jeżeli już jesteśmy przy wzorowej demokracji jankeskiej, to wypada zadać sobie pytanie – jak można dopatrywać się wzorców w państwie, które dopuściło się tak strasznej, zbrodniczej prowokacji pod kryptonimem 11/09?

Wiem, że dla pana to już pachnie „oszołomską teorią spiskową”, którą przywykł pan rozbrajać cytowaniem rozmaitych pogłosek (ciekawe, przez kogo wymyślonych – czy, aby nie przez organizatorów tego aktu państwowego terroryzmu?), o tysiącach żydów, którzy akurat tego dnia nie przyszli do pracy. Oczywiście, posługując się podsuniętym przez nie wiadomo kogo absurdem, łatwo skompromitować każdą (nawet najbardziej racjonalną) próbę poddania w wątpliwość wersji oficjalnej – niestety, zbyt łatwo. To już na kilometr cuchnie metodami michnikowszczyzny.

Nie rozpisując się nad szczegółami – jest oczywiste, że tam nie było żadnych samolotów (w każdym razie takich, które uderzyłyby w owe wieże), a budynki zostały planowo wysadzone.

Dowodzi tego choćby równie tajemnicze zawalenie WTC-7, w który nic nie uderzyło i który zapadł się – z przyspieszeniem grawitacyjnym – w dokładnie taki sam sposób, będący niczym innym, tylko kontrolowanym wyburzeniem, przy użyciu specjalnych ładunków wybuchowych, o zwielokrotnionej energii – tzw. termit.

A skąd wiadomo, że nie uderzyły w nie żadne samoloty – z kreskówkowej fizyki, a raczej jej kompletnego braku. Jeżeli na owych filmach widać, że potężne, ważące kilkadziesiąt ton maszyny (złożone z kombinacji lekkich i superciężkich metali), wchodzą w jeszcze potężniejszą stalowo-betonową konstrukcję, niczym gorący nóż, w zjełczałe masło (owe „samoloty” dosłownie się rozpuszczają po zetknięciu ze ścianą budynku), to od razu widać, że to jest tandetny efekt specjalny. Ktoś, kto raz widział zwykłe zderzenie samochodów live, zrozumie, o co chodzi. Nie da się zapomnieć widoku zgniatających i rozrywających się na naszych oczach blach i innych odłamków, rozrzucanych nawet na kilkanaście metrów. Tymczasem potężny samolot uderza w ścianę ze stali i betonu – i …nic. Znika, jak moneta położona delikatnie na wodzie. Brednie dla kretynów.

Polecam obejrzeć na Youtubie „wielka amerykańska operacja psychologiczna klucz” – zawodowy grafik komputerowy i spec o efektów specjalnych, krok po kroku przy swoim komputerze pokazuje, jak zrobić takie tandetne efekty specjalne, jak na tych filmach z „zamachów”. Pokazuje, jakie ów program montażowy ma ograniczenia i jakie błędy popełnili organizatorzy tej makabrycznej szopki. Mało tego – przeprowadza z nimi wywiady i ich po prostu ośmiesza. Łapie ich na kłamstwach raz za razem, wykazuje, jakie bezczelne brednie rozgłaszają.

Przy okazji – mało kto wie – jeden z owych wykonawców maskarady 11/9, kamerzysta ze śmigłowca, co to nagrał „samoloty uderzające z wieże) ma firmę zajmującą się … produkcją efektów specjalnych. Kolejny spontan – prawda?

Mógłbym - już tak od siebie – wyliczać jeszcze inne idiotyzmy tej bredni z samolotami – już sama zdolność maszyny o takiej konstrukcji, do lotu z prędkością 950 km/h, na wysokości zaledwie niecałych trzystu metrów – tak głosi oficjalny raport. Polecam zaproponować jakiemuś pilotowi lot z taką prędkością, na takiej wysokości. Poziom wyszkolenia i doświadczenie będą bez różnicy – samolot rozpadnie się w powietrzu jeszcze przed osiągnięciem tej prędkości (opór aerodynamiczny!!! – z takimi prędkościami lata się na wysokości przelotowej) lub dojdzie do przeciągnięcia dynamicznego – żadna siła nie zdoła utrzymać samolotu w położeniu pozwalającym na kontrolowanie kąta natarcia skrzydeł i siły nośnej. A już na pewno nie dokona tego ktoś po kilku miesiącach weekendowej szkółki pilotażu awionetek.

 

6. I ostatnia sprawa – Smoleńsk.

Wiele razy powtarzał pan, że zamach uważa za mało prawdopodobny, bo Rosjanie nie odważyliby się wykonać takie operacji na swoim terytorium, czyli w swoim „oknie wystawowym”. Gdzie wszystko wskazywałoby na ich sprawstwo. I zaraz potem dodaje pan – na jednym oddechu – że są za to zainteresowani tym, żeby mimo to (że niby to zwykła katastrofa), cały świat myślał, że to oni, bo wtedy mogliby wzbudzać grozę, na czym im z różnych powodów zależy.

Arystoteles słysząc to, nie tylko przewraca się w grobie, ale wręcz już chyba wali pięściami w wieko grobowca. To tak, jakby facet nie chciał zgwałcić panienki, którą zaprosił do domu – bo wszyscy podejrzewaliby jego, ale kiedy w jego domu policja znajduje jednak zgwałconą i zamordowaną (a on nie ma alibi), to puszcza do wszystkich oko, że to niby on taki macho. Przecież to jawna sprzeczność i absurd. Poza tym infantylizm, o jaki pana nie posądzałem. Rosja to państwo poważne i nie musi udawać orgazmów – jak chcą kogoś zamordować, to po prostu to robią – czego dowiedli już wystarczającą ilość razy.

Już nie wspominam nawet o telenoweli tajemniczych zgonów osób, związanych ze sprawą i kilkunastu innych okołosmoleńskich „cudów”. Pełen spontan.

 

A jeżeli już jesteśmy przy sprawie Smoleńska, to tylko skończony nieuk i ignorant może wierzyć, że tam w ogóle rozbił się jakiś samolot. Przecież to żałośnie nieudolna inscenizacja – jakiś rozrzucony złom, którego skala rozrzutu (zmieścił się akurat w granicach polany o wymiarach niecałych trzech takich samolotów) i nierównomierność zniszczeń nie odpowiada, ani katastrofie naturalnej, ani rozerwaniu poprzez wybuch w powietrzu. Brak pożaru (prawie 10 ton paliwa w zbiornikach), brak ciał – zeznanie Wiśniewskiego i jego film z miejsca „katastrofy”, a także pierwsze zeznania ambasadora Bahra. Pozorowana akcja ratunkowa, prowadzona głównie przez tamtejszą bezpiekę, do której nie wpuszczono nawet lekarzy z pobliskiego szpitala – zawrócone karetki.

Ciała – których wcześniej nie widział Wiśniewski (a facet miał już doświadczenie, bo kręcił po katastrofie w Kabatach), spacerujący przez pięć minut między wrakowiskiem – nagle odnajdują się tajemniczo. Choć w materialnych szczątkach tego, niby rozbitego w katastrofie samolotu, nie dałoby się schować nawet kilku ludzi – a gdzie dopiero setkę. Ani foteli, ani śladów krwi, ani pożaru – nic. Kombinezony tych wszystkich „ratowników”, co to przez kilka godzin przerzucali złom i wyciągali spomiędzy niego setkę zmasakrowanych ciał, są bez jednaj plamki krwi lub oleju. Jak nówki sztuki ze sklepu lub z pralni. Ja się bardziej upieprzę podczas mycia samochodu.

Przemielony lotniczy złom – nawet bez gwarancji, że pochodzący z jednego samolotu, gdyż pamiętam, jak członkowie Klubów Gazety Polskiej, jeżdżący tam po „katastrofie” na pielgrzymki, przywozili stamtąd jakieś części nie pochodzące z tupolewa – a nie kupowali ich od lokalnych cwaniaczków, tylko sami wydłubywali z ziemi, z niezabezpieczonego wówczas „miejsca katastrofy”. Po powrocie trumien do Polski, nikt nawet nie sprawdza, co w nich jest – równie dobrze może być zdechły pies lub kupa cegieł. Jakość rosyjskiej dokumentacji medycznej, już choćby na przykładzie posła Wassermana i Anny Walentynowicz nakazywałaby natychmiast dokonać ekshumacji wszystkich trumien, gdyż jeszcze bardziej potwierdza to tezę, że mamy do czynienia 96. zaginionymi osobami, a prawo w takim wypadku nakazuje ustalenie podstawowego stanu faktycznego, czyli identyfikacji wszystkich zwłok.

Na tym tle należy dość dwuznacznie patrzyć na rolę A. Macierewicza i jego obwoźny cyrk, który w zasadzie kompromituje tylko krytyków wersji oficjalnej. Coś właśnie na zasadzie owych plotek o tysiącach żydów, co to nie poszli tego dnia do pracy w WTC. Jak na razie działalność Macierewicza sprowadza się do snucia kolejnych, wymyślanych z sufitu i do bólu śmiesznych i sprzecznych ze sobą „hipotez”. A to najpierw sztuczna mgła i hel, potem jakieś elektromagnetyczne obezwładnianie, potem wybuch, niedługo później dwa wybuchy, a teraz to już seria wybuchów – podczas i po których, samolot dalej leci jako spójna konstrukcja i nawet jeszcze się wznosi – brednie wręcz niewyobrażalne nawet dla średnio rozgarniętego ucznia szkoły podstawowej, który słyszał choćby o zasadzie zachowania pędu i momentu pędu. Oczywiście, w dzisiejszej szkole, praw fizyki – może poza grawitacją – już nie uczą, bo i po co? Wystarczy gender. Ja jednak – niezależnie od studiów humanistycznych – kończyłem szkołę techniczną jeszcze za poprzedniej komuny, kiedy poziom nauk ścisłych, był o niebo wyższy, niż obecnie.

Póki co, wiemy tylko tyle, że 96 osób zaginęło w tajemniczych okolicznościach – nawet nie wiadomo kiedy i gdzie, bo nikt tego nie ustalał. Nie istnieje żaden dowód na to, że samolot TU-154 w ogóle odleciał tego dnia z Okęcia z tymi osobami na pokładzie. A to zepsuły się monitoringi, a to żadnej stacji telewizyjnej nie chciało się nakręcić nawet pięciu sekund filmu z odlotu prezydenta i jeszcze kilkunastu innych VIP-ów, ani nawet zrobić zdjęcia, a to zepsuł się zapis radarów z wieży kontrolnej. Same cuda. Równie dobrze żaden tupolew mógł stamtąd nie odlecieć lub mogło odlecieć pięć samolotów.

Wydawałoby się, że każde śledztwo w sprawie katastrofy samolotu powinno się zacząć tam, skąd samolot startował – bo tam popełniane są błędy, które do katastrofy prowadzą. Zwłaszcza, kiedy w grę może wchodzić sabotaż lub zamach, śledztwo tym bardziej powinno być nakierowane na dokładne sprawdzenie okoliczności organizacji wylotu. Dokładne sprawdzenie kto, kiedy i w jakich okolicznościach wchodził na pokład samolotu. A kiedy jeszcze dołoży się do tego owe cuda na Okęciu, brednie o przebudowie salonki w tupolewie – na trzy dni przed wylotem, żeby wszystkie 96 osób się zmieściło – to już zmuszałoby każdego prawdziwego śledczego (a nie błazna, jak Macierewicz), do skoncentrowania się właśnie na wyjaśnianiu owych cudów. Tymczasem on jeździ po Polsce z swoim objazdowym cyrkiem i czaruje Pis-owskich Irokezów obliczaniem ostatnich sekund lotu czegoś, czego w ogóle tam nie było. Reaguje też zastanawiającą agresją względem tych, którzy wskazują mu jako trop do zbadania, wyjaśnienie sprawy wylotu z Okęcia i potwierdzenia śmierci (tożsamości) wszystkich ciał z trumien.

Oczywiście, okoliczności wskazujących na inscenizację na Siewiernym jest więcej, wypunktowałem tylko kilka na ślepo – i to wcale nie najważniejsze, gdyż wymagałoby to jeszcze kilku stron dokładnych analiz.

 

A już do rozpuku rozśmieszyła mnie ostatnia wypowiedź Lisiewicza – że on uważa zamach za najmniej prawdopodobną wersję, gdyż Kaczyński nie był dla Rosji taki groźny, a poza tym NATO nie zareagowało. Facet ma wyobraźnię pantofelka, albo eugleny zielonej.

Tego, że zginął cały sztab generałów wyszkolonych na zachodzie – nie zauważa.

Perskie przysłowie głosi, że niektórzy ludzie zaczynają widzieć dopiero, jak im oczy wydłubią.

Ma też chorobę opisaną przez Orwella – przerywa proces myślowy wtedy, kiedy może prowadzić do myślozbrodni.

Jeżeli NATO nie zareagowało, znaczy to tylko tyle, że współorganizowało całą akcję. Proste jak konstrukcja cepa. Żadne państwo w pojedynkę, nie odważyłoby się zrobić takiego numeru bez konsultacji i ustaleń z wywiadami innych poważnych państw, które przecież w 10 minut ustaliłyby, co tam się stało. Wykonanie takiej akcji, przed wcześniejszym ustaleniem warunków i ceny za milczenie (lub wciągnięcie do współudziału – nawet biernego), niosłoby ryzyko konieczności płacenia zawyżonej ceny, gdyby negocjacje za milczenie trzeba było prowadzić już po fakcie. Elementarz logiki.

Odwróciły się bieguny i sojusze polityczne między głównymi graczami w tej części świata. Generałowie wyszkoleni przez NATO (i liczący z tego tytułu na jakieś poważne i konkretne konsekwencje, pomocne przy budowie w Polsce silnej armii), nie są potrzebni w państwie przeznaczonym do likwidacji. A tę likwidację Polski widać przecież gołym okiem. To po prostu rodzaj nowej Jałty. Jeżeli Niemcy, Rosja i Austrowęgry, potrafiły się kiedyś  porozumieć, by Polskę zlikwidować, potem to samo zrobiły Niemcy i Rosja, a kilka lat później nawet zachodni alianci sprzedali nas Stalinowi tak, jak kiedyś handlowali niewolnikami z Afryki, to dlaczego nie mogliby nas znów sprzedać i wystawić? Bo co? Ktoś nie da im deseru, lub rózgę na Gwiazdkę? Hospody pomyłuj…

Cóż…

Tylko tyle – i aż tyle.

 

Robert Wasilewski

P.S.

Dlaczego zdecydowałem się opublikować ten list?

Nie mogę słuchać już kłamstw i manipulacji TV Republika – a więc i Ziemkiewicza  z przyjacioły. Czara goryczy przelała się, kiedy obejrzałem niedawno flagowy program adresata tegoż listu, czyli „Salonik”, poświęcony sprawie Smoleńska. Panowie Ziemkiewicz, Janecki i Warzecha zachowują się tam jak rasowi propagandyści. Powtarzają te same brednie, nawet słowem zająkną się, że istnieje jeszcze inne wyjaśnienie tematu Smoleńska. Nie wymagam od nich, by je podzielali, ale sam dziennikarska rzetelność nakazywałaby przynajmniej wspomnieć, że istnieje sporo wątków, które mogą prowadzić do wniosków odmiennych zarówno od wersji oficjalnej, jak i lansowanej przez Macierewicza. Tymczasem, oni nie tylko milczą na ten temat, ale wręcz potępiają „wymyślanie coraz to nowych teorii” – jednakże bez ich przedstawiania. A już szczególnie zabawny był pan Janecki, co to w każdym programie pozuje na takiego racjonalistę i ścisły umysł – powiedział bowiem, że poważny fachowiec nie powinien formułować żadnych teorii bez dostępu do dowodów rzeczowych (które są w Rosji – że niby wrak) – słowem, tylko położyć się i płakać, albo przeliczać kąty natarcia skrzydła na brzozę, na podstawie danych rosyjskich. Na to, że całkiem sporo można w sprawie Smoleńska wyjaśnić bez pomocy rdzewiejącego w Rosji wraku, tylko poprzez rzetelne sprawdzenie niesamowicie tajemniczych okoliczności wylotu prezydenta i reszty delegacji, na to już geniusz logiki i racjonalizmu, Stanisław Janecki, nie wpadł. To znaczy wpadł na pewno, ale prewencyjnie takie myślenie potępia, bez rozwijania, czego dotyczy. Nie mamy dostępu do wraku, to możemy tylko podniecać się fantazjami Laska lub Macierewicza – i mordy w kubeł. Wynika z tego prosty wiosek, jeżeli wszyscy ci panowie tak precyzyjnie omijają istotę sprawy, to znaczy, że doskonale wiedzą, gdzie leży i na czym polega. Niestety, stawia to ich w pozycji zwykłych propagandystów i manipulatorów, nie wiadomo na czyjej smyczy, bo że manipulują tak sami z siebie, dla jakiegoś kuriozalnego hobby – w to nie uwierzę.

Jest jeszcze wiele innych tematów tabu, na które owi „dziennikarze niezależni” reagują gęsią skórą – przemilczając je na śmierć, tak samo jak TVN lub „Gazeta Wyborcza”.

Niestety, dla wielu ludzi owi panowie stanowią przykład wzorcowego dziennikarstwa i „niezależności”, zaś TV Republika jawi się im jako ostoja prawdy i rzetelności.

Tymczasem oni są tylko „antytuskowi” (mniejsza o to, czy z własnej woli, czy na jakieś zlecenie) – ale to jeszcze nie oznacza działania w służbie prawdy.

Co do Ziemkiewicza, mogę przypuszczać, że proces jego staczania, rozpoczął się od momentu owego sławetnego stażu w USA, w Partii Republikańskiej .Nie od dziś wiadomo, że zapraszanie osób publicznych na rozmaite staże, jest najprostszym sposobem werbowania agentury (w szerokim tego słowa znaczeniu) – przykładów podobnych działań prowadzących przez rozmaite fundacje niemieckie, mamy ostatnio aż nadto.

Zatem, strzeżmy się „zagranicznych stażystów” – bo tam nakręcą ich tak, że nie splamią się już samodzielnym myśleniem i poszukiwaniem prawdy, która mogłaby być sprzeczna z oczekiwaniami sponsorów owych staży…

KOMENTARZE

  • Autor
    Dla mnie jest ważna, tylko Polska Demokracja. W dobie nowych wynalazków XXI wieku: darmowej energii fal grawitacji, gdzie problem hamowania i przyśpieszenia rozwiązał Pan Lucjan Łągiewka, a tanią energię produkuje Irańczyk Mehran Keshe.

    http://monitorpolski.wordpress.com/2010/10/29/czy-s-p-janusz-szmajdzinski-zginal-za-lagiewke/

    Serdecznie Pozdrawiam
  • Autor
    .
    Czy Waszmosc czuje sie wydymany przez ekipe starych kumpli od szklany i robienia ludziom socjotechnicznej papki zamiast mözgu ?
    ---Raffaello skunks Ziemkievicz ,
    ---janusz kurwaMikki
    --- Sprytny stasio Michalkiewitsh
    Trio wyjatkowych pozytecznych , platnych skurwysynöw w Akwarium
    Swietny refleks.
    Radze pogrzebac w zajebistych sivi kolesiöw a stanie sie swiatlosc.
    .
    http://www.youtube.com/watch?v=kIWvhsgGL0A
  • myśleć narodowo
    Ludzie plecom czasami co popadnie dla poklasku,żeby się popisać,czasami dla pieniędzy i sławy.Dotyczy to również polityków i dziennikarzy.Jeżeli ktoś dobrze słucha to wyłapie pewne nieścisłości wynikające z braku wiedzy,niepewności i chęci manipulowania innymi oraz niedopowiedzenia,które w przyszłości mogły by być użyte przeciwko autorowi.Wielokrotnie tzw.autorytety próbują uchodzić za takowe poprzez swoje wypowiedzi.Grzegorz Braun w warszawskiej gazecie nr 16 str.18 ujmuje całą istotę polityki mówiąc o elitach,które się instalują i dalej za pomocą mediów manipulują wyborcami,utożsamiając się z nimi tylko po to aby osiągnąć własne cele.Nawiasem mówiąc Pan Braun i Michałkiewicz to jedyni publicyści o naprawdę narodowym podejściu.
    Zgadzam się z tobą,że sytuacja na scenie politycznej jest taka jakie są możliwości finansowo-medialne partii.Trafnie zauważyłeś,że PIS posiada pewne środki i zasoby pozwalające mu na bycie pewnym wygranej w przyszłych wyborach. Dalej po prawicy mamy już mniejsze jednostki typu UPR,Ruch Narodowy,Oburzonych i innych,którym trudno się przebić ze względu na reżim,cenzurę,brak funduszy i zaślepienie społeczeństwa z powodu braku wolnych mediów.
    Co robić dalej?Nie ulega wątpliwości,że głównym wrogiem dla nas i dla naszego państwa jest układ magdalenkowy i jego musimy się pozbyć najpierw.Tak jak napisałeś PIS od 1989 a według mnie od 1992 po odwołaniu rządu Olszewskiego stara się walczyć z systemem a początkiem tej walki było opublikowanie na You Tube,,Nocnej Zmiany'' dzięki temu obecnie wiemy co dzieje się naprawdę w naszym kraju.PIS rządził przez 23 miesiące i zaczął się brać za system(Blida)ale dał ciała z braku doświadczenia w postaci nie zrobienia porządku w mediach co dało by im przewagę po podaniu się do dymisji.Nie sądzę,że Kaczyński jest zdrajcą ale nie jestem pewien czy stać go na radykalne zmiany,których Polska potrzebuje ale póki co mniejsze partie nie mają szans dojścia do władzy a priorytetem jest odsunięcie od władzy tych,którzy przez 25 rozkradali i niszczyli nasz kraj więc ze względu na nikłe szanse reszty prawicy dajmy 4 lata PIS-owi na pokazanie co zrobi a jeśli da ciała to wtedy zbierzmy się wokół kogoś kto nie wierzy fałszywej UE,nie przesadza z kościołem,chce silnej gospodarki,armii,wolnych mediów,niezależnego od polityków wymiaru sprawiedliwości i podatku obrotowego.
    Jak to wtedy zrobić?Może tak jak to zamierza RN po wejściu działaczy do PE poprzez przekazywanie połowy dochodów na cele partii i w ten sposób budowę zaplecza medialno-organizacyjnego.
    Póki co nadrzędnym celem jest odsunięcie tych hien a obawiam się,że nikt z wyjątkiem PIS-u nie jest w stanie tego zrobić biorąc pod uwagę koalicję,którą mogą tworzyć po wyborach partie okrągłostołowe.
    Co do Ziemkiewicza to masz pewnie rację pieniądze nie śmierdzą tak jak nie śmierdziały Balcerowiczowi,Buzkowi,Lewandowskiemu,Bieleckiemu,Lisowi,Olejnik i wielu innym.
    Tylko zdrowy rozsądek,trzeźwe myślenie i interes narodowy musi być naszym celem a nie inne pseudo problemy!
  • Nie daj się manipulować
    Chciałbym dodać,że ty również ulegasz manipulacji sugerując wersję inną niż zamach czyli wybuch na pokładzie prezydenckiego tupolewa.Musisz wziąć pod uwagę,że tacy politycy jak śp.Gosiewski,Kurtyka i wielu innych byli żonaci,mieli rodziny a więc te rodziny podnosiły by wątek porwania przed wylotem do Smoleńska a jednak nie podnoszą.Po za tym piloci Jaka,który wylądował wcześniej widzieli co działo się z tupolewem.
    Wszystkie te kwestie podsuwające inne wersję mają na celu ośmieszenie komisji Macierewicza i manipulowanie społeczeństwem w celu nie dopuszczenia PIS-u do władzy.Spójrz jak układ boi się wygranej PIS-u oni kłamią,nie dopuszczają do mediów,manipulują i fałszują sondaże.Społeczeństwo tego nie widzi a zobaczy dopiero tak jak napisaleś kiedy straci oczy.
  • @Max von Stirlitz 22:40:49
    BAN
    To jest blog, a nie śmietnik.
    Tego chamskiego i głupiego komentarza nie kasuję, by świadczył o autorze, ale od tego momentu jest pan tu persona non grata.
  • @goodness 22:28:35
    Niestety, ja nie jestem demokratą, więc się pod tym nie podpiszę.
    Co do sugestii, że Jerzy Szmajdziński zginał za promowanie wynalazku Lucjana Łągiewki, to pozwolę sobie wyrazić wątpliwość.
    Po pierwsze, nie mamy żadnej pewności, że Jerzy Szmajdziński naprawdę zginął - w Polsce nikt nie przeprowadził żadnych sekcji i musimy polegać na dokumentacji rosyjskiej, która jest tak wiarygodna, jak "Gazeta wyborcza". Jerzy Szmajdziński był typowym komunistycznym złodziejem i aferzystą (sprawa banku BiG Gdański), więc nie mam dla niego zbyt wiele sympatii. A ponieważ nie wierzę w "katastrofę smoleńską" - to był zwykły zamach stanu, polegający na likwidacji wybranych osób, których pojedyncze likwidacje musiałyby wzbudzić za dużo sensacji i podejrzeń, więc wymyślono bajkę o "katastrofie". Podobnie zachowują się złodzieje po dokonaniu kradzieży lub zabójcy po dokonaniu zbrodni - podpalają miejsce, w którym dokonali przestępstwa licząc na to, że ogień zatrze wszelkie ślady i wszyscy będą myśleć, że wszystkie ewentualne straty to wina pożaru. Było więc oczywiste, że w tej "katastrofie" musiały też zginąć inne osoby, oprócz tych bezpośrednio przeznaczonych do likwidacji, gdyż trudno byłoby uwierzyć, że w katastrofie zginęli tylko ludzie związani z jedną opcją polityczną lub jednym środowiskiem władzy. Musiały się też pojawić nazwiska osób z innych obozów politycznych - żeby uwiarygodnić "przypadkową katastrofę" - ale czy oni zginęli na pewno? Nie ma zwłok, nie ma dowodu.
    O wynalazku p. Łągiewki słyszałem, aczkolwiek nie jestem w stanie ocenić jego skuteczności - teoretycznie wydaje się to możliwe. Nie słyszałem też o jakichś szczególnych zabiegach Jerzego Szmajdzińskiego, w sprawie promowania owego wynalazcy. Generalnie jestem przeciwnikiem mieszania się polityków-dyletantów do nauki i gospodarki. Ale nie wykluczam, że mogło tak być, więc nie będę się w tej sprawie upierał - chociaż p. Łągiewkę wspierali też inni ludzie nauki, których zdanie miałoby w tej sprawie znacznie większy ciężar gatunkowy, niż opinie Szmajdzińskiego. Firmy komercyjne, nastawione na zysk, w sprawach czysto technicznych, opierają się raczej na opiniach fachowców, niż polityków. Owszem, zdaję sobie sprawę, że politycy i rozmaici potentaci przemysłowi mogą dla potrzeb swoich własnych interesów blokować rozmaite konkurencyjne projekty, których zrealizowanie naraziłoby ich na straty, ale akurat nie podejrzewam Jerzego Szmajdzińskiego o taki altruizm - czyli walkę z tego typu patologiami. Ale oczywiście mogę się mylić - na podstawie swojej dzisiejszej wiedzy, uważam to za wątpliwe.
  • @Robert Wasilewski 09:22:20
    Tak się składa, że Polską Demokrację należy ożywić.

    Dlatego proponuję Panu, aby dołączył do tej koncepcji.
    Pan posiada talent logicznego pisania, co konkretnie może pomóc Polakom w dokładnym zrozumieniu idei Polskiej Demokracji Kwantowej. Teraz dziwnie się dzieje w logicznym ciągu złej wiary i czasie dobrych lotów kosmicznych, nauka nie nie może chronić ludzi od prostych błędów???

    http://m.neon24.pl/12113acae93705edb5a5f0b0897b750e,14,0.jpg
  • Autor
    Witaj Autorze,
    dałem Ci 5 gwiazdek za pasję i zaangażowanie. Mnie też wykształcił St.Michalkiewicz, Kisiel, JKM a nieco także młody i początkujący u nich Ziemkiewicz, który poróznił się z Korwinem o sens wcielenia nas do "UE".

    Dzięki nim zacząłem czytać nie tylko ich teksty ale też i Pipesa, Dowbora Muśnickiego, Dmowskiego i także przedwojenne i wojenne teksty mojego bliskiego kuzyna x.Józefa Kobylińskiego, wydaną podczas okupacji książkę Honor i Ojczyzna mojego wuja Zbigniewa Sadkowskiego w których widać zarówno powstawanie i zgubne dla cywilizacji działanie socjalistów jak i przedziwną ich moc kształtowania według ich wzorca oddanych na życie i śmierć wyznawców. Chociaż muszę przyznać, że podczas okupacji męznie za Polskę walczyli, ginęli i byli prześladowani przez "nazistów" tak samo socjaliści jak i polscy nacjonaliści

    Ale ...
    żyjemy w trudnych czasach. Próbujmy znaleźć w pierwszej kolejności coś wspólnego, co nas łączy, a nie powiększajmy tego co nas dzieli.
    Pozdrawiam
  • @goodness 22:28:35
    Póki co , nikt nie potwierdził praktycznie skuteczności tego wynalazku Free energii. Plany są dostępne, więc możesz to zrobić. Jeśli będzie działało -gratulacje. Zetknąłem się z opiniami, że to ściema., choć chciał bym by było odwrotnie.
  • ------------- NO ! NO ! NO !
    ---------------Polacy !!! coś zaczyna się dziać !!!!

    http://sejmowewiezienie.pl/
  • @Robert Wasilewski 09:22:20
    Bardzo dziękuje za ciekawą notkę. Dodam ze swojej strony RAZ usunął mnie z grona swoich facebookowych znajomych po serii pytań dotyczących Smoleńska w kontekście hipotezy maskirowki.
    Ps
    Miałem zaszczyt brać udział w blogerskim śledztwie u FYMa
    -----------------------------------------------------------------------------
    >maro
    Czy fizykę chce Pan tłumaczyć politologią ?
  • @zadziwiony 13:25:58
    Free energia istnieje, konieczny porządek, w bałaganie może tworzyć nieodwracalne szkody.

    Pozdrawiam
  • @Robert Wasilewski
    Rzeczywiście w obydwu poruszonych przykładach/przypadkach widać jakąś toczącą się grę i rozgrywkę. Iście kuglerskie przedstawienie przed oczami dość licznej widowni rozgrywanego polskiego społeczeństwa i nie tylko, lecz w skali ogólnoświatowej. To nakazuje nam stosowanie całkiem innej formy zachowania. Do tej pory bowiem uważało się za ostrzegawcze zawołanie "uwaga teorie spiskowe", a dziś trzeba nam wołać "uwaga zaprzańcy teorii spiskowych". Rozumie się, że to pierwsze ustosunkowanie się wobec doszukujących się teorii spiskowych nie dokonywało się bez zlecenia i związanych z nim beneficjów. Z czasem woda wszystko wyrzuci na wierzch, zwłaszcza to co jest bezwartościowe. Mniemy zatem cierpliwość a prawda ujawni się sama.
  • Staż w USA, w Partii Republikańskiej...
    A na czym miałby polegać takowy staż i czym się tacy stażyści właściwie zajmują? Warto zdaje się o tym wiedzieć. Staż w partii amerykańskiej, i to jeszcze Polak?

OSTATNIE POSTY

więcej

MOJE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031