Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
18 postów 44 komentarze

Bez oficera prowadzącego

Robert Wasilewski - Niedoszły dziennikarz - były pilot wycieczek. Podróżnik. Zainteresowania: polityka, ekonomia, historia i okazjonalnie sport na poziomie lokalnym. Pasjonatów podróżowania zapraszam na swoją stronę: www.liberwig.republika.pl

Dziwki na wizji, czyli prostytucja w służbie propagandy

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Oglądanie wiadomości w stacjach telewizyjnych "głównego ścieku" już od dawna grozi nabyciem umysłowego kalectwa. Obecnie - z okazji wyborów do Eurokołchozu - stężenie debilizmu przekracza wszelkie granice.

Jako że sam kończyłem studia dziennikarskie (stąd wiem, kto tam naucza i czego), nie mam zbyt pochlebnej opinii o przedstawicielach tej profesji. Pomijając już nawet kwestie związane z „resortowymi dziećmi”, determinującymi tandetę intelektualną medialnej papki, skala degeneracji umysłowej i moralnej tego środowiska, przypomina już tylko zwykłą prostytucję.

Jako, że do eurokołchozowych wyborów pozostał już tylko tydzień, a sondaże w całej Europie wskazują rekordowe poparcie ugrupowań antyunijnych, „dupeńki” płci obojga, wynajmowane do czytania napisanych dla nich kłamstw, wymyślonych przez jeszcze inny gatunek umysłowych dziwek, uwijają się jak w ukropie.  Gdyby ktoś był ciekawy, jakie są różnice między tymi prostytutkami ze szklanego ekranu, których wypudrowane twarzyczki są nam dobrze znane, a tymi niewidocznymi, piszącymi im te kłamstwa, to wyjaśniam – jest jedna podstawowa: mianowicie dziwki, które sprzedają swoje buziuchny do czytania tych kłamstw, są na ogół młode i atrakcyjne, podczas gdy dziwki piszące owe kłamstwa, ze względu na spore zużycie biologiczne i związane z tym braki w estetyce – przekładające się na mniejszy stopień wiarygodności u oglądających je ćwierćinteligentów – smażą dla nich owe propagandowe zakalce, w zaciszu swoich szczurzych nor.

I tak, właśnie przed chwilą kątem ucha usłyszałem, jak w „Panoramie”, jakaś wynajęta do telewizyjnego okienka blond – dziwka”, straszyła mnie oddawaniem głosu na antyeuropejską „skrajna prawicę”, powołując się na „ostrzeżenia” …wnuka Rudolfa Hessa!

Jest to o tyle kuriozalne, że już kojarzenie systemu faszystowsko – hitlerowskiego ze „skrajną prawicą” świadczyć może, albo o skrajnym nieuctwie, albo skrajnej manipulacji. Każdy, kto choć trochę zapoznał się z założeniami ideologicznymi III Rzeszy wie, że partia hitlerowska nie bez powodu miała w swojej nazwie określenie „socjalistyczna” – NSDAP  (Narodowo –socjalistyczna Partia Niemieckich Robotników). Wiele jej postulatów jest bliźniaczo podobnych do tych z Manifestu Komunistycznego – jest to całkowicie skolektywizowana wizja państwa i społeczeństwa, gdzie wolność jednostki na każdym kroku podporządkowana jest rozmaitym korporacyjnym kolektywom, realizującym rozmaite – mniej lub bardziej opresyjne - społeczne inżynierie. Podczas gdy prawica (oczywiście ta prawdziwa, nie podrabiana w rodzaju PiS i pochodnych) zawsze stawia prawa jednostki ponad rządami kolektywu, zaś do wszelkich społecznych inżynierii (również ekonomicznych – zasiłki, przymusowe ubezpieczenia, używanie pieniędzy podatnika do realizowania rozmaitych „programów rozwojowych”) odnosi się niechętnie, to lewactwo swoje życiowe soki czerpie właśnie z pasożytowania na podatnikach, poprzez przymuszanie ich do finansowania rozmaitych „banków zbożowych” Nikodema Dyzmy (również wydaniu „europejskim”), oraz z narzucania ludziom terrorem kretynizmów wymyślanych przez rozmaite kolektywy, uczestniczenie w których, jest przymusowe. Już z definicji wynika więc, że system III Rzeszy, jako ustrój kolektywny, zalicza się do politycznej lewicy – człowiekowi o poglądach prawicowych, nigdy nie przyszłoby do głowy, żeby zmuszać kogoś do obowiązkowego płacenia połowy pensji państwowej instytucji ubezpieczeniowej, która w zamian – całkowicie zgodnie z prawem „sprawiedliwym społecznie” – może później pokazać frajerom liczącym na jakiekolwiek emerytury, wyprostowany środkowy palec. Jest chyba oczywiste, że państwowy terror (będący istotą faszyzmu) może się zrodzić tylko warunkach zmuszania ludzi do uczestnictwa w coraz to większej ilości takich złodziejskich sztuczek, gdyż system socjalistyczny nie może tolerować tych, co to nie mają ochoty należeć do jakichś kolektywów (i stać się tym samym niewolnikami rozmaitych urzędów redystrybucyjnych). Z takimi prawicowymi gadami, co to nie chcą rządów bawiących się w realizację rozmaitych „programów wspierania i rozwoju”, postępowcy wszelkiej maści muszą zrobić porządek  - i dlatego Archipelag Gułag lub konzentration lager, są żelaznymi punktami realizowania lewicowej polityki w praktyce.     

Nie bez znaczenia jest też to, że obecna Unia Europejska, to właśnie bękart  III Rzeszy. To przecież Adolf Hitler jako pierwszy „zintegrował” Europę – a przynajmniej jej sporą część, jak tam umiał – tak dalece, że oprócz kolczykowania krów i ustalania „limitów produkcyjnych” (flagowe projekty ekonomiczne dzisiejszej Łunii), wprowadził w niej nawet swoje „Euro” – jednolitą walutę, czyli markę okupacyjną – bezwartościowe papierki drukowane przez Berlin, przy pomocy których Niemcy rabowały bogactwa podbitych krajów, dowolnie ustalając ich kurs. I dzisiejsze Euro jest niczym innym – to inna nazwa owej wojennej „marki okupacyjnej”, rozumie to każdy, kto ma choć śladowe pojęcie o ekonomii. Euro drukowane jest we Frankfurcie (prawda, jaki zbieg okoliczności?), zaś jego narzucenie innym krajom sprawia, że wszyscy uczestniczący w tej wspólnej walucie, muszą spełniać określone kryteria – np. poziomu zadłużenia i inflacji. Państwa, które przekraczałyby owe limity, żyłyby w ten sposób na koszt innych państw, które trzymają budżetową dyscyplinę. Tymczasem to właśnie Niemcy i Francja są najczęściej na bakier z kryteriami inflacji i długu, których respektowanie w ramach wspólnej waluty narzucają innym. Czyli znów, Frankfurt drukuje papierki (nawet nie podpisane), ustala ich wartość, pod pretekstem ponoszenia ciężarów związanych z funkcjonowaniem Łunii (dopłaty, dotacje, programy) Niemcy łamią ustalenia walutowe – i biznes się kręci, to inni użytkownicy Euro muszą ponosić ciężary niemieckiej inflacji i drukowania pustych papierków, przy pomocy których Niemcy uzależniają gospodarki innych państw od finansowych kroplówek (w ramach "dotacji łunijnych"), niczym narkomana od heroiny.   

Ale to nie wszystko – czy nikogo nie dziwi zakaz drukowania „Main kampf” Hitlera? Oficjalnie dlatego, że jest to instruktaż jak mordować żydów, co jest oczywistą brednią, o czym wie każdy, kto tego gniota przeczytał. O żydach jest tam co najwyżej kilka stron – i nie ma nic o komorach gazowych, tylko o usunięciu ich z Niemiec i stworzeniu jakiegoś żydowskiego pastwa – enklawy, bodajże na Madagaskarze, czy jeszcze w innym zakątku świata. Ważniejsze jest co innego – to właśnie w tej książce znaleźć można zadziwiające podobieństwa projektów politycznych i gospodarczych Hitlera, z Unią Europejską. Jeżeli ktoś śledził propagandę hitlerowską w okupowanych krajach zachodnich (np. we Francji, jak Andrzej Bobkowski) wie, że już po zerwaniu sojuszu ze Stalinem, Niemcy promowały koncepcję Nowej Zjednoczonej Europy, pod niemieckim przewodnictwem oczywiście, która będzie mogła stawić czoła barbarzyńcom z Rosji. Wtedy - Nowa Europa Hitlera, a dziś proszę, Unia Europejska drukująca we Frankfurcie pieniądze dla połowy Europy, w której Niemcy jako jedyny kraj, nie muszą stosować „prawa europejskiego”, którego uchwalanie współtworzą dla reszty państw.

 Ale wróćmy do tego potomka Hessa, straszącego nas "antyunijną skrajną prawicą" - i oto, genetyczni potomkowie masowych zbrodniarzy, są już dla naszych „dzienikoorew” wzorcami moralności i nauczycielami życia. Właściwie był już czas przywyknąć, bo przecież wszystkie nasze medialne „dupeńki” zdążyły nas już przyzwyczaić, że największymi autorytetami, nauczycielami poszanowania wolności, demokracji i innych cnót, są postkomuniści – w tym ludzie, którzy za swoje zbrodnie i przestępstwa powinni już dawno zostać powieszeni, gdyby Polska była krajem naprawdę wolnym i normalnym. Trzeba jednak przyznać, że o ile włażenie bez wazeliny komunistom, było standardową pieszczotą intelektualną naszych „dziennikoorew”, o tyle posługiwanie się potomkami hitlerowskich zbrodniarzy, jako autorytetami mającymi uczyć nas poszanowania wolności, stanowi pewną nową jakość. Kiedy te dwie umysłowo – moralne szkoły się połączą, to będziemy już mieli swojego rodzaju aneks do paktu Ribbentrop – Mołotow.

I teraz pytanie konkursowe, czy ta blond – dziwka, która z udawanym przejęciem czyta takie brednie, porównując Nigela Farage’a, Krzysztofa Bosaka lub Janusza Korwin – Mikke (ewentualnie wszystkich innych ludzi, którym Eurokołchoz się nie podoba) do niemieckich zbrodniarzy, różni się czymkolwiek od roznegliżowanej panienki z ulotek, które co jakiś czas znajduję za wycieraczkami samochodu? Owszem – jest jeszcze gorsza.

Osobiście bardziej szanuję te zwyczajne dziwki sprzedające ciało w celach seksualnych. Nie wiem, ile w tym prawdy, bo nie mam takich doświadczeń, ale podobno nawet najbardziej wyuzdane prostytutki nie całują w usta, żeby choćby w ten sposób zaznaczyć swój dystans do klienta. Prostytutki umysłowe, nie mają żadnych hamulców. Poza tym, zwykłe dziwki sprzedające tylko ciało, nie wyrządzają społeczeństwu takich szkód (mimo roznoszenia śmiertelnych chorób), jakie sprawiają te wszystkie „dupeńki” wynajmowane do czytania owych niewyobrażalnych kłamstw i bredni.

Nie da się przy tym wykluczyć, że te dwa rodzaje dziwkarstwa mają pewien punkt wspólny, na który naprowadziła mnie treść niektórych ulotek zza wycieraczki mojego auta. Otóż, dość często owe panienki zapraszające mnie na „lodzika za 50zł”, podpisywały się jako „sex – studentki”. Nawet jeżeli większość nich nadaje sobie w ten sposób – niezasłużenie i niezgodnie z prawdą – ów intelektualny status mający jeszcze uatrakcyjnić je w oczach klientów, to jest przecież potwierdzone, że jakiś procent studentek nawet najbardziej prestiżowych krajowych uczelni, dorabia sobie właśnie prostytucją, czyli owymi „lodzikami za 50zł”. I teraz znów pytanie konkursowe – załóżmy, że taka „dupeńka” z ulotki w końcu skończy jakoś te studia i uzyska jakiś tam naukowy tytuł, dający przepustkę do tzw. zawodów społecznego zaufania i jeszcze – nie daj Boże – jakąś władzę. W jaki sposób może ona pełnić swoją odpowiedzialną funkcję w sposób niezależny i godny, kiedy ona już ma perfekcyjnie przećwiczone, że trzeba „zrobić lodzika” temu, kto akurat płaci więcej? Wdzięki fizyczne ulatniają się bardzo szybko – zwłaszcza w tym fachu – i kiedy już nie będzie chętnych na kupno ciała, to zawsze można sprzedawać autorytet wynikający z posiadanego dyplomu. Że jakiekolwiek pojęcia w rodzaju: prawda, honor, odpowiedzialność, znaczą dla niej tyle, co dla dziwki z ulotki (którą była kilka lat temu) zgorszone spojrzenia zakonnicy lub innej moherowej babci. Płacą za "straszenie faszyzmem" - nawet kosztem znieważania i pomawiania niewinnych ludzi o zbrodnicze intencje, przy pomocy majaczenia faceta, który gdyby miał choć odrobinę wstydu, to o pewnych sprawach trzymałby język za zębami i zamiast prawić morały ofiarom swojego dziadka, schował się w mysią dziurę - to "panienka z okienka" sprzeda i to...

Ciekawe, ile z naszych „panienek z okienka”, wylewających z siebie te potoki kuriozalnych łgarstw i debilizmów, ma za sobą podobną praktykę…

 

KOMENTARZE

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

OSTATNIE POSTY

więcej

MOJE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031